Les deux Alpes czyli wspomnienie z wakacji

W połowie sierpnia wraz z zawodnikami Sekcji Snowboardu KS Spójnia-Warszawa wyjechaliśmy na zgrupowanie do francuskiego Les Deux Alpes. Tak się składa, że kilkoro moich zawodników poza snowboardem z powodzeniem uprawia inne sporty, Taką wielopłaszczyznowo uzdolnioną osobą, jest Ula Mendys która nie dość, że jest jedną z najlepszych polskich snowboardzistek, to także jest członkiem Kadry Narodowej PZKOL w olimpijskiej konkurencji BMX Ralp6acing. Poniżej ciekawa relacja siedemnastoletniej dziewczyny, która naprawdę potrafi jeździć na rowerze:

Wtorek, 09.08.2016. Zgrupowanie sekcji snowboardu K.S. Spójnia Warszawa. Les Deux Alpes, Francja. Dzień rozpoczynamy jak zwykle treningiem na snowboardzie. Tego dnia na stoku towarzyszyły nam opady śniegu. Niby nic wyjątkowego, dopóki człowiek nie uświadomi sobie, że jest środek lata! Po kilku godzinkach śmigania na deskach odłączamy się z trenerem Bartkiem Błażewskim od reszty grupy i przechodzimy do drugiej części planów na dzisiaj. Szybki obiadek i po chwili jesteśmy w wypożyczalni rowerów zjazdowych. Ubieramy się w niezbędne ochraniacze, bierzemy rowery i ruszamy. Ku przygodzie!
W planach mieliśmy jeden zjazd po łatwej trasie dla wyczucia rowerów, a następnie wjazd gondolką na samą górę (3200m.n.p.m.) i odkrywanie bardziej zaawansowanych tras.
Jestem zawodniczką BMX Racing i bardzo lubalp5ię sporty ekstremalne, dlatego nie mogłam doczekać się spróbowania swoich sił w DH. Byłam gotowa na to, że będę musiała się przestawić na inny styl jazdy, ale nie wiedziałam że różnice będą aż tak ogromne.
Pierwsze schody zaczęły się na nierównościach. Jestem przyzwyczajona do pedałów typu SPD, a z platformowych pedałów najzwyczajniej spadają mi nogi. Na szczęście nie miałam zamiaru zepsuć sobie zabawy takimi drobnostkami i pogodziłam się z faktem, że co jakiś czas będę musiała poprawiać ustawienie butów.
Kolejną różnicą jest prowadzenie roweru w skrętach. BMX jest krótki, lekki i zwinny, co czyni go dosyć prostym w obsłudze, natomiast rowery DH – zupełne przeciwieństwo. Jazda w zakrętach na tego typu rowerach wymaga odpowiedniej techniki. Nie wystarczy skręcić kierownicą, trzeba zaangażować całe ciało i rower. Ma to też oczywiście swoje zalety. Dzięki takiej budowie rowery DH wybaczają znacznie więcej na wszelkiego typu nierównościach i mogą pokonywać znacznie większe przeszkody. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy Bartek wjechał na swoim rowerze po schodach  bez najmniejszego problemu! Na rowerze bez zawieszenia coś takiego byłoby nie do pomyślenia. Tak samo było w momencie, gdy czekał nas na trasie odrobinę stromszy zjazd po (jak mi się wtedy wydawało) ogromnych kamieniach. Gdyby nie to, że Bartek namówił mnie na pokonanie tego odcinka na rowerze, w życiu nie uwierzyłabym, że to takie proste. Wystarczyło wychylić tyłek za siodełko, trzymać pewnie kierownicę i zdać się na rower. Nie mogłam wyjść z podziwu dla tej maszalp4yny. Chyba poczułam się odrobinkę zbyt pewnie, bo na kolejnym takim odcinku nie skontrolowałam dostatecznie prędkości. O mały włos nie skończyłabym tego zjazdu  rozbijając się o skałę. Ostatecznie udało mi się wyhamować, ale nie obyło się bez sporej dawki adrenaliny. Chwilę mi zajęło doprowadzenie się do porządku.
Kolejna sytuacja zapierająca dech w piersiach również miała związek z różnicami w budowie rowerów. Tym razem znaczenie miała długość ramy. Jako że w tym sezonie zaczęłam ćwiczyć skoki na BMXie, nie widziałam powodu żeby nie spróbować lotów na większym rowerze. Nie byłam jednak gotowa na to, że wybicie podbije mi tylne koło i część lądowania przejadę tylko na przednim kole! Na szczęście tył roweru grzecznie wrócił na ziemię i mogłam kontynuować jazdę bez gleby.
To by było na tyle, jeśli chodzi o zauważalne różnice między tymi odmianami kolarstwa. Teraz opowiem troszkę o niespodziankach jakie czekały nas na trasach.
Pierwszą z nich było coś czego zawsze bardzo chciałam spróbować. Mianowicie zjazd po drodze zasypanej sporą warstwą śniegu. W moim wykonaniu był to zupełny brak kontroli nad rowerem i prędkością, ale za to jaką frajdę z tego alp3miałam! Kiedy chciałam hamować, a zaciśnięte hamulce nic nie zmieniały, postanowiłam wywrócić się na bok. Była to najprzyjemniejsza wywrotka na rowerze w całej mojej karierze. No i w sumie jedyna wykonana celowo.
Podczas całej naszej zabawy z rowerami towarzyszyły nam przepiękne widoki. Jedna trasa była wyjątkowo malownicza. Prowadziła wzdłuż urwiska, znad którego rozciągała się niesamowita panorama. Nie było innej możliwości niż zatrzymać się na chwilę i zrobić chociaż kilka zdjęć. Niestety (albo i stety) jak wszystkim wiadomo takie fotki nie oddają klimatu danego miejsca nawet w małym stopniu. Na szczęście miałam wystarczająco dużo czasu, żeby się napatrzeć i jestem przekonana, że ten obraz pozostanie w mojej głowie jeszcze na długo. Kolejnym widokiem, który zapadł mi w pamięci był odcinek prowadzący po drewnianych mostkach pomiędzy małymi brzózkami, wysokimi trawami i kwiatami. Jadąc tamtędy czułam się jak w krainie niczym z Narnii. Naprawdę żałowałam, że trwało to tak krótko.alp1
Kolejnym zupełnie nowym dla mnie przeżyciem było pędzenie z naprawdę sporą prędkością po szutrowej drodze prowadzącej pomiędzy górami. Rowery zjazdowe w takich warunkach są niesamowicie stabilne. Był to moment wytchnienia dla nóg i rąk zmęczonych ciągłą jazdą na stojąco.  Chwile odpoczynku dawały nam też wjazdy na górę krzesełkami. Podróż kolejką umilały nam świstaki. Te przemiłe stworzonka stały w trawie w charakterystycznej dla nich pozycji – „stójce” na tylnych łapkach. Żałuję tylko, że nie chciały podzielić się z nami swoim gwizdaniem.

Po kilku godzinach spędzonych na snowboardzie, a potem na rowerze, musiałam się liczyć z tym, że zmęczenie w końcu mnie dopadnie. Nie spodziewałam się jednak, że moje kończyny zupełnie odmówią mi posłuszeństwa. Ręce alp2zaciskały się na kierownicy z taką siłą, że momentami miałam problemy z otwarciem dłoni. Trzeba było chwilę odczekać, zanim palce posłusznie się prostowały, by trafić na klamki hamulców. Nogi też dostały niezły wycisk. W pewnym momencie podczas odpoczynku zauważyłam, że nie mogę uspokoić nogi, która robi tzw. telegraf, czyli calutka podskakuje zupełnie bez kontroli. Moje mięśnie miały w głębokim poważaniu polecenia jakie im wydawałam. Nadeszła najwyższa pora, aby kończyć jazdę. Jako że ostatnie przejazdy bywają pechowe, mój był bardzo ostrożny i powolny.
Niesamowicie zmęczona i obolała, ale także przeszczęśliwa wróciłam do domu, zjadłam ogromną porcję jedzenia i wzięłam gorący prysznic i trochę się porozciągałam. Uwielbiam to zmęczenie po porządnym dniu treningowym. Czuję się wtedy spełniona i dumna z siebie.

Podsumowując: moje pierwsze zmagania w DH były dla mnie niesamowitą przygodą. Bardzo się cieszę że miałam okazję pojeździć w tak przepięknym miejscu, na takich fajnych trasach. Myślę, że każdy kto chociaż trochę interesuje się kolarstwem grawitacyjnym, powinien spróbować swoich sił w miejscu podobnym do Les 2 Alpes, żeby poczuć jak to jest jeździć w wysokich górach. Po jednym dniu jeżdżenia w takich warunkach nie mogę wyjść z podziwu dla ludzi uprawiających tą dyscyplinę zawodowo. Od tej pory inaczej będę patrzeć na wszystkie filmiki zawodników downhillu.

Ula Mendys.

Bardzo gorąco zachęcam do spędzenia urlopu w L2A. Tak jak wcześniej pisała Ula, to jedna z lepszych w Europie miejscówek grawitacyjnych. Do dyspozycji mamy 20 wytyczonych, oznakowanych tras oraz nieskończenie wiele dzikich, z których nie przepędza żaden strażnik parku narodowego!

Z 90 kilometrów wytyczonych tras, chciałem pokazać najciekawszy, moim zdaniem, zapis z Endomondo. To jeden zjazd z lodowca 3200 mnpm , trasami: Jandri, Rocky Line, Diable, Venosc, aż do miejscowości leżącej 700 m poniżej Les Deux Alpes. Ślicznego Venosc 900 mnpm. Przyznam, że na mazowieckim kolarzu, 2221 m różnicy poziomów, zjechane na raz, robi  wrażenie! Zwłaszcza kiedy przypomniałem sobie przewyższenia pokonywane na domowych maratonach Poland Bike i Mazovia. Przykładowo, podczas 45-cio km etapu PB2016 w Radzyminie, mój Polar zarejestrował 105 m w pionie,

Koszty:

196Euro 6 dniowy ski pass na którym od 09.00 do 13.30 śmigamy na nartach i potem do 18.30 na rowerze. 125 Euro 6 dni tylko na rower od 09.00 do18.30.

15 Euro- osobodoba w 8 osobowym apartamencie, pobyt 7 nocy. Jedzenie przygotowywaliśmy sami.

Wypożyczenie roweru 40 – 90 Euro za popołudnie ( 13.30 – 18.30) niby sporo, jednak należy wziąć pod uwagę, że 160mm enduro to na trasy L2A absolutne minimum. Przekonaliśmy się, że lepiej sprawdzają się 200 mm rowery DH z mocnym dwupółkowym Boxxerem. Klocki hamulcowe trzeba wymieniać co 2 – 3 dni opony starczają na tydzień. Do tego w cenie dostajemy dobrany rozmiarem fullface, pełną zbroję chroniącą klatkę piersiową, plecy obojczyki, łokcie i przedramiona, solidne nakolanniki i ochraniacze piszczeli.

I tylko, żeby tam nie było tak strasznie dalekoL, zrobiliśmy 4 tysiące kilometrów, mimo to szczerze polecam wakacje 2017 w Les Deux Alpes.

Więcej zdjęć, filmów i tekstów ze zgrupowania w Les Deux Alpes czytaj na http://blog.snowboardshop.pl

Bartek Błażewski.

PS

Tydzień po powrocie ze zgrupowania w L2A i napisania powyższej relacji, Ula Mendys została Mistrzynią Polski w olimpijskiej dyscyplinie kolarskiej BMX Racing. Brawo Ula.

Dodaj komentarz