Po co kupować rower górski?

Świeradów-Zdrój, 1 maja 2014r.

Rowery górskie są nadal bardzo modne, wytrzymują ekstremalną jazdę po polskich chodnikach, dzięki najnowszej technologii lakierniczej świetnie wyglądają, a pełna amortyzacja sprawia, że są bardzo komfortowe. Raczej nie jestem ekspertem od języka polskiego, ale intuicja podpowiada mi, że to, co powyżej napisałem jest odpowiedzią na pytanie “Dlaczego kupić rower górski?”. Jeśli chcesz wiedzieć “po co”, to wybierz się w prawdziwy teren, na przykład na genialnie przygotowaną trasę w okolicach Świeradowa i Novego Mesta na granicy Polsko-Czeskiej.

Generalnie na trasie większość spotkanych osób to typowi wycieczkowicze, głównie Czesi – Polacy i Niemcy stanowili drugą połowę kolarzy. Poza turystami sporą grupę stanowili zjazdowcy, dla których trasa była wręcz idealnie dostosowana, jedynie męczyli się na asfaltowych łącznikach, które miały dość spore nachylenie.
Jak już jestem przy opisie trasy, to odniosę się do tytułu mojej relacji. Wyjątkowo duży wybór zróżnicowanych nawierzchni (asfalt, szuter, drobny, ubijany żwir, zbita ziemia, korzenie, kamienie i płytkie, mokre błoto oraz kałuże a także drewniane pomosty) ukształtowanie terenu oraz samej ścieżki (większe pagórki oraz niewielkie hopki usypane między drzewami) i na koniec długość całej trasy, pozwalają doskonalić technikę oraz wytrzymałość.
Zostawiając samochód na (darmowym) parkingu zlokalizowanym w miejscu dawnego przejścia granicznego mamy świetny punkt wypadowy n a kilka pętli – my zrobiliśmy najpierw rozgrzewkową, 17-kilometrową rundkę po czym ruszyliśmy na właściwy podbój Sudetów. Na całym terenie mamy do wyboru kilka pętli, każda ma swój indywidualny charakter. Po drodze jest sporo schronisk i innych przybytków, w których zgłodniały i spragniony i/lub zmoknięty rowerzysta może zaspokoić kilka podstawowych potrzeb.

Na „Singltreku pod Smrkem” wreszcie dotarło do mnie, jakie znaczenie ma odpowiednie ciśnienie powierza w kołach, choć nadal pozostanę wierny prawie zupełnie gładkim, ale za to lekkim oponom Bontragera.
Dla mnie największą atrakcją trasy były proste odcinki z małą hopką, które pozwalały poszybować razem z rowerem kilka metrów przed siebie i elegancko wylądować na cztery łapy (dwa koła).
Trudno ukryć satysfakcję z faktu, że przez całe 78 kilometrów jazdy wyprzedziła nas na zjeździe jedna osoba, na typowo zjazdowym fullu. Stało się to mniej więcej w tym momencie, kiedy… najpierw Krysia a potem Mimi zaliczyli glebę 🙂 Oprócz dwóch przyziemień mieliśmy też 3 kapcie i tylko dwa dobre zapasy – ostania guma trafiła się Mimiemu, który niestety wracając piechotą pomylił drogę i wkurzony znalazł się w środku lasu, na szczęście jacyś dobrzy ludzie podwieźli go do naszej “bazy”. Następnym razem (następny raz będzie na pewno, na pewno na dłużej niż na jeden dzień!) trzeba się lepiej przygotować na tę okoliczność.

swieradow5

Tutaj możecie obejrzeć film Mimiego, a tutaj link do oficjalnej strony.

Dodaj komentarz