Relacja ze zgrupowania Calpe 2014 – dzień 9

Dzisiaj ostatni dzień porządnej jazdy. Od kilku dni głowiliśmy się z Kamilem co by to zacnego wymyślić. Myślą przewodnią była przygoda i ładne widoki. Krążyły legendy, że istnieje przejazd pomiędzy El Castel de Guadalest a Castel del Castells.

Męczyłem różne mapy, z których wynikało, że jest tam jakaś droga. Widać jednak było, że na pewno będzie tam szuter. Ja jednak obstawałem przy wersji, że będzie jak w przypadku Col de Rates. Najpierw nieco szutru dla zniechęcenia piratów drogowych, a potem betonik. Przed takimi harcami trzeba zjeść porządne śniadanie:
Calpe_2014_Dzien_9_Sniadanie

Z tym nastawieniem po śniadaniu stawiliśmy się na zbiórce. Plan był taki, aby wsiąść na ogon grupie jadącej na Por de Tudon i odbić na Siarę. Tam zaliczyć podjazd do zamków Guadalest i znaleźć drogę wzdłuż zbiornika wodnego. Na jego końcu powinno być odbicie na przełęcz. Wszystko szło zgodnie z planem, po odłączeniu się od grupy prowadzonej
przez Kubę, podczepiliśmy się do znajomych z BDC Retro i razem dojechaliśmy do Siary.

Tam oni przyśpieszyli, a my spokojnie kręciliśmy swoje, z map wiedzieliśmy, że jeśli znajdziemy drogę to czekają nas tam wybitne podjazdy. Dojechaliśmy do zamków, z przeczuciem, że minęliśmy drogą prowadzącą do zbiornika. Pojechaliśmy nieco dalej, aby się upewnić i w Benimantell zawróciliśmy. Zjechaliśmy do drogi, którą minęliśmy na początku. Była to wąska, ukryta w cieniu (bardzo miłym, bo słońce dawało do wiwatu) dróżka, która zjeżdżała do samej tamy.

Widok na zalew. W dali widać przełęcz na którą będziemy chcieli wjechać. Fot. Maciej Prajel

Widok na zalew. W dali widać przełęcz na którą będziemy chcieli wjechać.
Fot. Maciej Prajel

Widok na zamki. Fot. Maciej Prajel

Widok na zamki.
Fot. Maciej Prajel

 

Na tamie zrobiliśmy szybką sesję i ruszyliśmy dalej. Droga wiła się wzdłuż zbiornika. To wznosząc się to opadając wśród oliwnych gajów. Nie śpieszyliśmy się, bo było sporo pieszych i szkoda było kogoś stratować wypadając zza zakrętu. Powoli kończy się zalew, więc wytężamy czujność. W końcu jest odbicie w prawo. Od razu zaczyna się fajny podjazd, póki co asfaltem. Jednak już po kilku zakrętach asfalt się kończy i zaczyna się szuter. Chłopaki, coś przebąkują, że to chyba nie ma sensu, bo w sumie to nie szuter a kamienie i pewnie później nie będzie lepiej. Namawiamy ich, żebyśmy chociaż zobaczyli co jest za pierwszym podjazdem. Ja podjeżdżam, koledzy podprowadzają. Na zakręcie piękny beton, co prawda za chwilę się kończy, ale bariera psychiczna przełamana, więc jadę dalej. Po kilku zakrętach zaczyna się długi odcinek betonu, który
ciągnie się prawie do samego szczytu. Podjazdy mają tutaj kolo 20%, słońce grzeje, jest pięknie. Niedaleko przed szczytem kończy się asfalt i dojeżdżamy szutrem. Piękny widok na zamki, zalew i Port de Tudon, więc strzelamy sobie nieco fotek, a co =)
Widok z przełęczy na zalew i zamki. Fot. Maciej Prajel

Widok z przełęczy na zalew i zamki.
Fot. Maciej Prajel

Panorama. Fot. Maciej Prajel

Panorama.
Fot. Maciej Prajel

Już prawie na szczycie.

Już prawie na szczycie.

Teraz zjazd, który jest o wiele krótszy niż podjazd. Okazuje się jednak, że jest całkowicie szuterowo-kamienisty. Zjeżdżamy ile się da, ale są momenty że trzeba sprowadzać nasze szoski. W przyszłym roku wezmę opony przełajowe =)

Teraz zjazd, będzie gorąco. Fot. Maciej Prajel

Teraz zjazd, będzie gorąco.
Fot. Maciej Prajel

Drogowskaz od Castel del Catels. Nie polecam wspinaczki rowerem z tej strony.

Drogowskaz od Castel del Castells. Nie polecam wspinaczki rowerem z tej strony.

Dojeżdżamy tak do Csatel del Castells i śmigamy do Parcent przez Benigemble. Odcinek ten kojarzę z zeszłego roku, gdy również zrobiliśmy sobie nieco jazdy terenowej na szosie. Lekkim tempem, wychodząc na zmiany, bo jednak nieco wiało, przejeżdżamy przez Parcent i kierujemy się w stronę Xalo, a następnie Benissy. Przed nią odbijamy na krajówkę, aby pobawić się na zjazdach. Wiatr jednak niemiłosiernie nas spowalnia, a dodatkowo trzeba uważać na mocne boczne podmuchy. Wjeżdżamy do Calpe, schładzamy się i tak strzela nam kolejna 100ka 😉

Trzeba przyznać, że ten i wczorajszy dzień dał nam w kość. Po powrocie, obiad, rozciąganie, zakupy i masaż. Nie wyobrażam sobie zgrupek bez masaży. Normalnie po takich dwóch dniach walnąłbym się spać zaraz po masażu. Umówiliśmy się jednak na pożegnalną paellę, w końcu jutro już wracam wraz z 8 innymi osobami do Polski. Tak więc o 20:30 zbieramy się na promenadzie i ruszamy w stronę Ifacha. Wybieramy knajpkę, w której jest miejsce dla naszej wielkiej grupy i rozkoszujemy się pysznym żarciem =)
Calpe_2014_Dzien_9_Mapa

Gdzie dokładnie się przebijaliśmy.

Gdzie dokładnie się przebijaliśmy.

Calpe_2014_Dzien_9_Wykresy
Calpe_2014_Dzien_9_Podsumowanie

Dodaj komentarz