Mazovia MTB Puławy, 13.07.2013

Na rowerowy weekend wybrałem się w piątek z Piotrkiem i jego bratem. Tego samego dnia wyjechał też Wojtek z Krysią i mamą. Pierwszym etapem naszej podróży był Kazimierz Dolny, jednak nie braliśmy udziału w odbywającej się tam jeździe indywidualnej na czas. Po dotarciu na miejsce pokibicowaliśmy trochę startującym zawodnikom, po czym zaczęliśmy się oglądać za czymś do zjedzenia. W czasówce miała startować Krysia. Robiło się już późno, startowały ostatnie grupy zawodników, a Wojtka z ekipą wciąż nie było. Udało się w ostatniej chwili. Krysia praktycznie prosto z samochodu trafiła na start. Ruszyła jako ostatnia i mimo braku rozgrzewki i innych problemów, zajęła drugie miejsce. Po wszystkim wszyscy razem udaliśmy się do Puław na nocleg i wielką porcję makaronu.

dsc06176

Pogoda w sobotę rano była niezbyt obiecująca, było zimno i trochę padało. Po dotarciu do miasteczka zlokalizowanego nad Wisłą głównym problemem było to, czy lepiej pojechać ubranym na krótko czy na długo. Zdecydowałem, że lepiej jednak na krótko i po maratonie stwierdziłem, że ten kto tak pojechał wygrał życie;) Przed startem zdążyliśmy jeszcze uświadomić Majkę, że wzięła numer startowy z Ślr zamiast z Mazovii, po czym ustawiliśmy się w sektorach. Start i ogień. Szybki początek po asfalcie i betonowych płytach, po czym wymagający skupienia wyboisty kawałek wzdłuż wału wiślanego. Trasa wiodła głównie polnymi i leśnymi drogami oraz wąwozami będącymi razem z  podjazdem pod wyciąg narciarski głównymi atrakcjami trasy. Była to, jak na razie, najbardziej atrakcyjna trasa na Mazovii w tym roku. Dość strome podjazdy, szybkie zjazdy i błoto na niektórych z nich sprawiało, że można było się wykazać zarówno brutalną siłą jak i techniką jazdy. Niedaleko za pierwszym bufetem na wybojach spadł mi łańcuch. Straciłem trochę czasu i uciekł mi szybko jadący pociąg. Dalej prawie całą trasę jechałem już sam, lub sporadycznie łapiąc się jakiejś grupy. Na kilka kilometrów przed metą popatrzyłem za siebie i zobaczyłem zbliżającą się z kimś Krysię. Wcześniej jadąc samemu trudno było mi się zmusić żeby jechać w trupa, jednak gorący oddech koleżanki z drużyny na plecach dodał mi skrzydeł. Wciągnąłem żela, zrzuciłem bieg i zacząłem mocniej kręcić. W efekcie przed samą metą udało mi się wyprzedzić jeszcze jednego zawodnika.
Był to chyba pierwszy maraton w tym roku, z którego byłem naprawdę zadowolony. Obyło się bez poważnej kraksy, czy innych problemów. Być może gdyby nie spadł mi łańcuch i nie uciekł pociąg, to wynik mógłby być wyraźnie lepszy. To jednak nie jest ważne. Ważne jest, że w końcu „zażarło”.

Następnego dnia czekał na nas Nałęczów, ale to już zupełnie inna historia.

Jedna myśl nt. „Mazovia MTB Puławy, 13.07.2013

Dodaj komentarz