Ścigać trzeba się do końca!

Tym razem czekało nas coś nowego, pierwszy raz Poland Bike Marathon zawitał w Rembertowie. Z opisu trasy wynikało, że ma być ciekawie, bo czeka nas jazda po poligonie, czyli m.in. las, tzw. drogi czołgowe i przejazd przez rzeczkę. Mimo wszystko trasa była dla mnie pewną niewiadomą, bo tamtych terenów od strony rowerowej nie znam.

Początek maratonu to jazda po płaskim, utrudnieniami były raczej zakręty i po paru kilometrach odcinek błota, który wielu osobom sprawił niemałe kłopoty. Większość dało się objechać bokiem, ale była to jazda wolna i konieczna była uwaga, żeby obrać właściwy tor jazdy.

Rembertów 1fot. Piotr Scholl

Kolejne kilometry nadal płaskie, chociaż pojawiły się odcinki piaszczyste, ale całkiem łatwe do przejechania oraz obiecywane przez wszystkich fałdy terenu. Mój rower na dużych kołach zupełnie nie miał problemu z jazdą po takim terenie, raczej ja zastanawiałam się, ile jeszcze trzeba jechać non stop na wysokim tętnie. Przyznam, że nie przepadam za płaskimi trasami, gdzie nie ma chwili na odpoczynek, o wiele bardziej lubię zmęczyć się na podjeździe, a potem mieć parę sekund odpoczynku na zjeździe. Jak się okazało, słusznie nie byłam do końca zadowolona ze swojej jazdy, bo mniej więcej w połowie pierwszej pętli z dużą grupą z trzeciego sektora dogoniła mnie Kasia Pakulska. To podziałało na mnie motywująco, bo oznaczało, że mam minutę straty i trzeba będzie popracować zdecydowanie mocniej. Udało mi się uciec i załapać się do mocno pracującej grupy kolegów, z którymi przejechałam całkiem długi szutrowy odcinek trasy. Na tym odcinku rzeczywiście ważne było, z jaką grupą się jedzie i jak układa się współpraca. Jak widać Wojtek chyba nieźle sobie z tym radził, a przynajmniej z prowadzeniem grupy, z jego opowieści wiem, że tym razem całkiem ładnie zmieniał się z Rafałem Myszkowskim.

Wojtek Galeńskifot. Maria Lipowiecka

Ta grupa, do której ja dołączyłam jechała rzeczywiście dobrze i chyba dla mnie trochę za mocno, bo kosztowało mnie to utratę części sił i konieczność zwolnienia. W pewnym momencie usłyszałam trzask łańcucha i okazało się, że pechowo spadł on na zewnątrz przedniej zębatki. W tym momencie przemknęła obok mnie Kasia, a ja przez prawie 2 minuty próbowałam ten łańcuch wyciągnąć spod ramienia korby. Kiedy to mi się w końcu udało, minęła mnie Monika Wrona, którą goniłam potem do końca pierwszej rundy.

Prawdziwe ściganie dla mnie zaczęło się na drugiej pętli. Wreszcie zrobiło się luźniej i przyjemniej, bez nerwowych sytuacji i kolegów przeklinających za moimi plecami (nie rozumiem, o co chodzi, jak kolega jedzie 7 czy 8 w pociągu i tak się denerwuje, że musi przeklinać, zamiast na przykład wyjść na początek grupy). Kiedy dogoniłam Monikę krzyknęłam jej, że trzeba gonić Kasię, dziewczyny obie są w kategorii K2 i warto powalczyć o dobre miejsce. Dzięki współpracy z Moniką i jeszcze jednym kolegą, zaczęliśmy jechać całkiem szybko. Nawet błota wydały się mniej straszne, kiedy nie było tłumu kolarzy. Niestety tam znów mi spadł łańcuch, tym razem do środka, dzięki czemu szybciej udało mi się tą usterkę naprawić, ale moja grupka odjechała. Nie liczyłam już za bardzo na to, że jeszcze z dziewczynami powalczę, ale trzeba było jechać, najmocniej, jak potrafię. Przejeżdżając przez rzekę znów zobaczyłam Monikę, która jak się okazało, złapała gumę. Nie było nad czym się zastanawiać, odwinęłam pracowicie doklejoną do ramy dętkę i rzuciłam koleżance z drużyny, a w tym momencie wyprzedził mnie kolega razem z jadącą za nim Kasią Różycką. Pomyślałam, że  to będzie bardzo nieudany dla mnie maraton, szczególnie, kiedy próba ucieczki przed tą parą się nie udała. Kolega jednak miał trochę pecha, bo nie zauważył skrętu pod górkę i zostałyśmy we dwie na (wreszcie!!!) pagórkowatym odcinku. Nie był to łatwy odcinek, bo oprócz pagórków było sporo piasku, ale właśnie takie trasy lubimy ja i mój rower. Udało mi się uciec, a po jakimś czasie zobaczyłam Michała Żurka i Kasię Pakulską.

Michał Żurek fot. Piotr Scholl

To była moja szansa, mimo bólu i skrajnego zmęczenia, dogoniłam ich i po krótkiej jeździe na kole Michała, pojechałam dalej i dogoniłam dwóch kolegów. Przyznam, że chyba tylko siłą woli trzymałam się na ich kole. Dopiero po pewnym czasie byłam w stanie dać zmianę i jak się okazało, zyskałam na tym dodatkowo, ponieważ niedługo potem zaczęły się ostatnie pagórki, czyli to, co lubię. Świadomość goniących mnie rywalek z trzeciego sektora dodatkowo motywowała mnie do mocnej jazdy, dzięki temu, że na końcowych kilometrach towarzyszył mi mocny kolega oraz pewnie dzięki finishowej adrenalinie, udało mi się trochę nadrobić, pozostały wątpliwości, czy wystarczy to, żeby pokonać rywalki z trzeciego sektora. Tutaj widać, że czasami nie jest tak dobrze startować ze zbyt wysokiego sektora. Na szczęście udało się, wygrałam z przewagą 6 i 14 sekund. Cieszę się z tej wygranej i z tego, że tym razem tyle się dla mnie działo na maratonie, chociaż mam nadzieję, że przed kolejnym wyścigiem, coś wymyślimy na kłopoty ze spadającym łańcuchem.

Niestety ekipa MyBike.pl miała tym razem trochę pecha. Wojtek Galeński ułamał siodełko, a Monika, jak się okazało złapała potem jeszcze drugi raz gumę, podobnie jak Mimi, który również musiał 2 razy zmieniać dętkę. Był to dla wielu osób pechowy maraton, podobno z powodu jakiegoś sabotażu, tzn. gwoździ znajdujących się na trasie. Na maratonie debiut zaliczyli najmłodsi zawodnicy na dystansie Fan: Kuba Nockowski i Dominik Cichoczewski, natomiast w Mini Cross wystartowali: Marcin i Dominik Szlązak, co oznacza, że w chwili obecnej przekrój wiekowy naszej drużyny zawiera się od kategorii CC1 do M6 i nieistniejącej na Poland Bike K6.

Ania Galeńskafot. Maria Lipowiecka

Ostatecznie MyBike.pl znalazło się na 4 miejscu Open i 5 miejscu Uniwersal. Wyniki poszczególnych zawodników są następujące:

Mini Cross:
Marcin Szlązak                     czas: 00:00:31, miejsce 19 CC2
Dominik Szlązak                   czas: 00:00:31, miejsce 2 CC1

Dystans FAN:
Jakub Nockowski                  czas: 00:39:04, miejsce 68 Open, 18 C1 (DEBIUT!!!)
Dominik Cichoczewski         czas: 00:40:36, miejsce 89 Open, 19 C1 (DEBIUT!!!)
Brawo!!!

Dystans MINI:
Hubert Lis                             czas: 01:06:44, miejce 99 Open, 4 MJ
Robert Rola-Janicki              czas: 01:14:43, miejce 204 Open, 18 M5
Beata Kuchniewska             czas: 01:30:24, miejsce 52 Open, 8 K4
Bogdan Wołoszczuk            czas: 01:35:58, miejce 352 Open, 17 M6
Ania Galeńska                      czas: 01:46:19, miejsce 69 Open, 7 K5
Brawo!

Dystans MAX:
Piotr Berner                          czas: 02:09:46, miejsce 28 Open, 16 M3
Rafał Nockowski                   czas: 02:10:45, miejsce 31 Open, 18 M3
Wojtek Galeński                    czas: 02:14:47, miejsce 39 Open, 21 M3 (złamane siodełko)
Krysia Żyżyńska                    czas: 02:21:17, miejsce 1 Open, 1 K3
Michał Żurek                          czas: 02:24:19, miejsce 74 Open, 36 M3
Wojtek Wołoszczuk              czas: 02:26:15, miejsce 81 Open, 38 M3
Monika Wrona                       czas: 02:45:39, miejsce 8 Open, 4 K2 (2 kapcie)
Tomek Kuchniewski              czas: 02:46:49, miejsce 140 Open, 32 M4
Ela Kaca                                czas: 02:52:44, miejsce 9 Open, 4 K3
Piotr Szlązak                         czas: 02:54:14, miejsce 166 Open, 40 M4 (2 kapcie)
Brawo (szczególnie za wytrwałość pechowców)!

Dodaj komentarz