Piękna słoneczna pogoda oraz pasja kolarska zaprowadziły nasz team Mybike w składzie, Maciej Puź, Michał Krystosiak i Maciej Jarmosz, do Rawy Mazowieckiej.

Kolejna próba swoich sił na etapie zawodów zorganizowanych przez Żyradrowskie Towarzystwo Cyklistów.

Start i meta tego wydarzenia miała miejsce przy OSiR Rawa Mazowiecka – miejsce dobrze znane sportowej społeczności – odbywają się tu różne imprezy, np. Etap TT Wyścigu Szlakiem Walk Majora Hubala, Triathlon Rawa Mazowiecka czy różne imprezy biegowe.
Trasa po jakiej przyszło nam się ścigać w przypadku kategorii M20 i 30 to 4 pętle po 28 km z łącznym przewyższeniem około 500m- więc praktycznie płasko jak stół.

Maciej Puź i Maciej Jarmosz zdecydowali się na start w kategorii M30, Michał Krysztofiak w kategorii M40.

Po krótkiej podróży na miejsce, przygotowaniu sprzętu i rozgrzewce okazało się, że na starcie kategorii M30 ustawiło się około 50 zawodników. 5 min przed startem poparzyliśmy sobie z Maćkiem w Garminy – tam wartość tętna przewyższała 90 uderzeń na minutę u każdego z nas, lecz nikt nawet się nie ruszył.

Każdy dobrze wie co znaczy chwila kiedy wszystko jest gotowe i grupa zawodników czeka tylko na sygnał od sędziego. Każdy z myślą w głowie – może dzisiaj będzie TEN dzień.

Peleton ruszył ospale i z gracją. Pierwsze kilometry wyścigu pozwoliły wejść organizmowi stopniowo w wyższe zakresy – w przeciwieństwie do zeszłego tygodnia gdzie większość zawodników już na pierwszym kilometrze osiągnęła tętno maksymalne.

Do początku trzeciego okrążenia peleton jechał w całości, nie było udanych ucieczek, próby zostawały szybko kasowane. Po rozpoczęciu trzeciego okrążenia związała się ucieczka kilkuosobowa, która została zignorowana przez peleton, co było- jak się później okazało- bardzo kosztowne.

Przez jakiś czas peleton zastanawiał się czy gonić czy nie a ucieczka powiększała przewagę. W końcu około 10 zawodników postanowiło, że nie można tak łatwo oddać walki o podium.

Maciek Puź i Maciek Jarmosz jako inicjatorzy pogoni szybko stworzyli podwójny wachlarz wraz z postała garstką, która nie przyjechała tylko „pościgać się na kole”.
Sprawna praca na „podwójnym” szybko przyniosła rezultaty, dystans do ucieczki został zlikwidowany o połowę.

Niby pięknie, ale… Z nieznanych przyczyn współpraca peletonu przestała mieć miejsce. Z każdą chwilą ucieczka oddalała się i ostatecznie dojechała do mety. Nim jednak wyścig osiągnął „kreskę” tą myślą nie mógł pogodzić się Maciek Puź i przez ostatnie dwa okrążenia to on nadawał tempo pogoni wykonując ogromną pracę. Nam pozostała walka o „naste” miejsce po sprincie z kilkunastoosobowej grupy.

Scenariusz typowy dla tego typu zakończeń – osoby, które ani razu nie jechały „z przodu” nagle tłumnie pojawili się w czołówce, licząc na sukces podczas sprintu. Taki sport…

Dla naszego temu to kolejny wyścig przejechany razem. Po analizie wykresów mocy zgodnie stwierdziliśmy, że moc była,      tylko nie wtedy kiedy trzeba. Z tym cennym doświadczeniem spakowaliśmy sprzęt i odjechaliśmy do
domów myśląc już o kolejnym wyścigu.

Na razie nie ma komentarzy

Podobało Ci się? Masz uwagi? Napisz

%d bloggers like this: