Ten wpis dedykuję wszystkim matkom i ojcom nieodrośniętych maluchów. Nikt bez małej latorośli, wsadzającej palce w szprychy przy czyszczeniu napędu, domagającej się mleka kilka razy w nocy głośniej niż alarm  bombowy, czy też zawodzącej jak muzułmański duchowny z powodu wychodzących zębów, nie zrozumie, jakim heroicznym wyczynem jest sama pobudka i  pojawienie się na linii startu.

Zdarzają się dzieci – anioły, ale dla mnie to jak „urban story” – ktoś to wymyślił, pewnie dla podkurzenia swoich rodaków. Po urodzeniu synka moje treningi są mocne i krótkie, bo nigdy nie wiem kiedy będzie kolejna okazja pojechać. Mój roczny łobuz zawsze wyczuwa, kiedy zamierzam opuścić dom na maraton i godzinę w nocy je na zapas, niezadowolony z życia. Jeśli mam akurat 5 godzin snu (bo w końcu kiedyś trzeba opony wymienić na wyścig), to taka przerwa w nocy jest jak nokaut w pierwszej rundzie – koncentracja siada na maratonie.
Ela i Grażynka na starcie ŚLR Daleszyce
Nie jest jednak tak źle, jak by się mogło wydawać. Instytucja babci w Polsce trzyma się całkiem nieźle, a adrenalina na wyścigu działa jak trzeba, inaczej gatunek ludzki wyginął by już dawno. Z całkiem dużym entuzjazmem wsiadłam o 7 rano do busa mojej drużyny Mybike.pl i ruszyliśmy do Daleszyc na MTB Cross Maraton w Góry Świętokrzyskie.

Każdy miał jakieś ambicje – a to objechać koleżankę, odczarować 4 miejce (Piotr Berner), nie połamać się (ja, z braku czasu jeżdżę na szosie), pojechać lepiej niż poprzednio (Piotr) itd. Standard przedstartowy.

Bardzo szybko dotarliśmy na miejsce, żadnych korków. W Kielcach scyzoryki odsypiały sobotnie imprezy, a radomscy policjanci tym razem nie zrobili łapanki na kolarzy i obyło się bez mandatu.
Mateusz Rybak na starcie dystansu Master - ŚLR Daleszyce
W biurze zawodów miła niespodzianka, po opłaceniu startu wcześniej, odbiór numeru bez kolejki. Dużo czasu na pogaduszki, długą rozgrzewkę. Przygotowanie mojego roweru było minimalne, mówiąc optymistycznie. Trzy razy odwiedziłam serwis Specialized (pozdrowienia dla miłych serwisantów), którzy napompowali mi koła, coś tam podkręcili, żeby je dobrze założyć itd.  Na rozgrzewce zauważyłam, że koło mi lata – niestety na wyeksploatowane łożyska już nic nie poradzili, nie są cudotwórcami. Ale to i tak nic w porównaniu z problemem Mateusza Rybaka (czołówka dystansu Master), któremu na kilka minut przed startem nawalił amortyzator. Coś tam się na szybko udało podreperować i ruszył. No właśnie, ruszył to mało powiedziane. Strzeliła mu adrenalina i prowadził całą grupę na masterze przez pierwsze 5 km. Po 5 km przyszło otrzeźwienie, kiedy koledzy z końca grupy z uśmiechem i podziękowaniami zaczęli go wyprzedzać, zostawiając w tyle. Tak czy siak, dogonił ich na 26 km i zgarnął pudło jak zwykle. Ma charakter.
Mateusz Rybak na chwilę przed startem - ŚLR Daleszyce
Na masterze, 60 km i ok. 1400 m przewyższeń, oprócz Mateusza, pojechała jeszcze całkiem niezła ekipa. Piotr Berner próbował gonić czołówkę z Marcinem Jabłońskim, po 26 km dołączył do niego Mateusz i tak już jechali razem. Grażynka, którą zdublowali na fanie mówiła, że byli przytuleni do siebie;-) Poza tym trochę pogubili trasę i Mateusz w amoku krzyczał „Gdzie trasa, trasa gdzie??? Dajcie trasę!!!!”. Finiszowali razem. Niby nie mieli się ze sobą ścigać, a jednak ścigali. W efekcie prawie się razem nie wywalili na mecie 🙂 Klasyk.
Piotr Berner na trasie ŚLR Daleszyce
Sylwia Tkaczyk pogubiła bardziej trasę, a że jechała sama, to nie było tak łatwo odnaleźć się w terenie. Co ciekawe, Sylwia zabrała na wyścig nowy sprzęt Mio z nawigacją itd. Złośliwość losu jest taka, że gpx trasy nie korelował z realną trasą na wyścigu, a Sylwii sprzęt jeszcze bardziej był złośliwy – wskazał mniej km niż liczył master.
Sylwia Tkaczyk na ŚLR Daleszyce
W górach zdarzają się raz na jakiś czas trójkąty bermudzkie – Piotr Berner na masterze zrobił kiedyś dodatkową trzecią rundę i nie miał pomysłu jak się z niej wydostać. Życzę wszystkim, żeby nie czuli się jak Tom Hanks w firmie Terminal. Sama kiedyś latałam po polach 20 minut szukając trasy na masterze, bo pomysłowi mieszkańcy celowo pozmieniali strzałki.

Na masterze startował jeszcze Radek Perczyński – debiutuje w górach, ale bardzo mu się podobały szybkie zjazdy.
Radek Perczyński na trasie ŚLR Daleszyce
Michał Nowotka startował, ale był po mocnej sobotniej imprezie i na wyścigu lekko przysnął z wynikiem.

Na dystansie fan, 36 km i ok 700 m przewyższeń startowałam ja, Piotr Szlązak i Grażynka Grażka. Dla mnie wybór krótszego dystansu był racjonalny, mam średnią formę, niską wytrzymałość,  a na fanie przy 200 startujących osobach zawsze jest towarzystwo. Serce jest jednak na masterze.

Początek trasy był bardzo szybki, po asfalcie, szutrach, lekkich podjazdach, które rozciągały grupę. Ciągnęłam się na kole Piotra, na górce doskoczyłam do głównej grupy i jak najdłużej jechałam na rancie, aż do lasu. Trochę mnie to kosztowało, ale dobrze ustawiłam się na singlu. Po jakimś czasie dogonił mnie Piotr i do Zamczyska jechaliśmy razem – ja ciągnęłam na podjazdach, Piotr na prostej. Piotr miał nawigację i mówił jak długi i stromy jest podjazd, co bardzo pomagało rozłożyć siły. Ludzie z tyłu za nami mu dziękowali 🙂

Niestety na Zamczysku Piotr mi odjechał, kiepsko było z moją głową i źle wybrałam ścieżkę na podjeździe na kamieniach i w rezultacie zeszłam z roweru. Kosztowało mnie to wielu zawodników, którzy mnie wyprzedzili, a potem blokowali na górze. Morale mi trochę podupadły, aż do momentu, kiedy usłyszałam kobiecy głos Asi Sobczuk za plecami, która krzyknęła lewa. Podziałało to na mnie tak,  że pomimo telepiącego koła i słabo działającego przedniego hamulca, przycisnęłam na zjeździe, żeby odskoczyć i tak uciekałam do 30 km. Niestety z koncentracją było trochę kiepsko i nie zawsze wybierałam optymalną ścieżkę, na jednym zjeździe wylądowałam w krzakach, na szczęście spadłam na gałęzie i się nie potłukłam. Na ostatnich 5 km (szuter, drogi polne i podmokła łąka) dogoniły mnie Asia Sobczuk na kole Basi Gosztyły i niestety nie dałam rady się za nimi utrzymać. Trochę przeklinałam na opony Nobby Nick (na płaskim kiepsko na nich się jedzie) ale złej baletnicy, to wiadomo co 😀 Dzięki tym oponom pewnie mi się zjeżdżało, wiec wyszłoby na to samo. Siły w nogach brakuje. Pogratulowałyśmy sobie z koleżankami, bo dzięki rywalizacji wyścig miał smaczek. Piotr Szlązak odstawił mnie na 10 minut, trzymał się gościa w niebieskiej koszulce który pewnie wyprzedzał na podjazdach, a potem złapał pociąg na prostej do mety, jechał trzeci i podśpiewywał „Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka” 🙂 Piotr lepiej strategicznie ułożył wyścig niż ja 🙂
Grażynka - 5. miejsce w K4 na ŚLR Daleszyce
Grażynka była bardzo zadowolona z siebie. Mimo że nie trenuje regularnie ostatnio, to podjechała wszystkie podjazdy i jechała z jakimś panem na zmiany.

Trasa ŚLR Daleszyce była skrócona w porównaniu do poprzednich lat, master nie zaliczył epickiego długiego podjazdu przez pola, który po wjeździe do lasu okazuje się jeszcze bardziej stromy i załamuje niejednego zaciętego zawodnika. Było sucho, więc zjazdy były długie, łatwe i szybkie a podjazdy długie, do podjechania. Idealna trasa na początek sezonu, gdyby spadł deszcz, nie byłoby tak wesoło.
Mateusz na 2. miejscu podium - ŚLR Daleszyce
Miła niespodzianka na koniec, na losowaniu nagród wygrałam fajną koszulkę.

Drużynowo wypadliśmy nieźle, 4 osoby dekorowane. Ekipa naszego busa zaliczyła swoje cele, ja spadłam na gałęzie na zjeździe, Piotr Szlązak był szybszy niż poprzednio, koleżanka objechana, a Piotr Berner był 3. Grunt to realistycznie postawione cele! 🙂
Piotr Berner na 3. miejscu podium - ŚLR Daleszyce

Tekst: Ela Kaca
Zdjęcia: MTB Cross Maraton

Wyniki drużyny MyBike.pl MTB Team na ŚLR Daleszyce:

Master:

Mateusz Rybak, 03:17:38, 2 w M2, open 5

Piotr Berner, 3:17:41, 3 w M3, open 6

Radek Perczyński, 3:52:54, 16 w M3, open 40

Michał Nowotka, 04:33:43, 26 w M3, 66 open

Sylwia Tkaczyk, 5:13:10, 3 w K2, open wśród kobiet 5

Fan:

Piotr Szlązak, 2:08:32, 21 w M4, open 86

Ela Kaca, 02:16:48, 5 w K3, open wśród kobiet 6

Grażynka Grażka, 02:52:31, 5 w K4, open wśród kobiet 12

%d bloggers like this: