Znacie to uczucie na wyścigu, gdy na wyścigu Wasz konkurent siedzi wam na kole, a wy próbujecie go urwać…?

Tak dokładnie było w tym roku z punktacją drużynową na MTBCross Maraton. Prawie cały sezon prowadziliśmy w niej z mniejszą lub większą przewagą. Niestety pomimo pełnej mobilizacji nasz konkurent Metrobikes nas pokonał. Ale nie dlatego, że my się nie staraliśmy. Mobilizacja była pełna, ale po prostu w byliśmy słabsi. Czy to powód do smutku? Nie, bo naszej drużynie udało się uzyskać sporo więcej punktów niż rok temu. Do tego cykl cieszył się większym powodzeniem w naszej drużynie. Dołączyły też nowe osoby, które świetnie sobie radzą w tym cyklu i jestem pewien, że w przyszłym sezonie zobaczymy je na pudle w punktacji generalnej.

A jak wyglądał finał ŚLR w Masłowie?

Według mnie świetnie. Pogoda marzenie – sucho i prawie 20 stopni Celsjusza. Trasa mega fajna i prawie uszyta na miarę, czyli ciężko, ale w nie ponad miarę. Czyli dystans Master 55km i 1500m przewyższenia. Jedynie do początku trasy mogę mieć zastrzeżenie, gdyż było tam zwężenie, którego wg mnie można było uniknąć. Tam się po prostu trochę zapchało.

Na trasie ŚLR w Masłowie

Płasko na pewno nie było

Nie wiem czy wy tak macie, ale ja z trasy nie pamiętam podjazdów, na których spędziłem przecież większość czasu. Pamiętam tylko świetne zjazdy. Trawa chwilami przykrywała śliskie kamienie, ale jeśli jechało się pewnie to nie wytrącało to z równowagi. Było naprawdę sporo singli, las pachniał jesienią, a błota były śladowe ilości. Kilka razy była okazja by zmoczyć buty przeprawiając się przez strumyki. Jeden z nich można było próbować przeskoczyć, trzeba było tylko wiedzieć skąd skakać. Były też dwa zjazdy gdzie pojawiła się okazja, aby przekroczyć 60km/h.

Jeden w trudniejszych zjazdów na ŚLR w Masłowie
Ponadto organizator zaserwował dwa trudniejsze zjazdy. Jeden między drzewami, który jechało się raz na dystansie Master. Trudność polegała na tym, że było wiele możliwości zjazdu, a trudno było wypatrzeć ten najbardziej optymalny. Dodatkowe utrudnienie to możliwość zahaczenia o drzewo, jeśli ktoś miał szeroką kierownicę.

Drugim była ścianka, z której jest masa zdjęć (fotograf czekał na spektakularne gleby, których dziwnym trafem nie było) nie była trudna, jednak przerosła umiejętności większości startujących. Ścianka była na tyle stroma, że łatwiej się z niej zjeżdżało, niż schodziło. A czemu nie była trudna? Nie było kolein po deszczu, nie było luźnych kamieni, nie było też sypkiego piasku… Było za to tylko jedno drzewo, w które można było przydzwonić. Była więc przyczepność oraz wszystko było widać, a jednak większość ludzi w tym lokalesi schodzili. Myślę, że gdy jechało za kimś na kole i ta osoba zeszła z roweru to nie było wyboru. Być może ten zjazd był zaskoczeniem gdy się go zobaczyło w ostatniej chwili. Trudno mi to powiedzieć i zrozumieć. Dla mnie na tym cyklu SLR było wiele trudniejszych miejsc, a w pamięci mam tylko zjazd koło kapliczki w Chęcinach.

Niestety zabrakło mi “prądu” na dobry czas. Dostałem bombę 7km przed metą. Miałem przed sobą już tylko 200m przewyższenia i 2km do bufetu. Cóż – trzeba będzie nad tym popracować.
Na trasie ŚLR w Masłowie
W naszym teamie nie obyło się bez awarii. Największym pechowcem był Michał, który przeciął oponę i do mety 7km szedł z buta. Rafał pomylił trasę, o czym dowiedział się dopiero na mecie.
Niewiele brakowało, żeby również Mateusz pogubił się na dobre, ale na szczęście stracił tylko kilka minut i dodał trochę ponad kilometr do trasy.

Co prawda track udostępniany przez organizatora nie gwarantuje tego, że czegoś nie pomylimy, ale na pewno się nie zgubimy. Także zalecam wgranie trasy do urządzenia wszystkim, którzy są użytkownikami Garmina.

Jak sobie poradziliśmy

Świetnie pojechał Krzysztof M., dla którego żywiołem jest Mazowsze, a nie górskie i techniczne trasy. Świetny debiut zaliczył Paweł N. na nowym rowerze, Top Fuelu, co utwierdziło go w przekonaniu, do czego służy zawieszony rower i jak bardzo pomaga w trudniejszym terenie.

Kropkę nad “i” postawiła Sylwia, która konsekwentnie mierzyła się z dystansem Masters.

Karol G. chyba jeszcze nie spełnił swoich ambicji co do czasu i miejsca, ale widać postępy, co bardzo cieszy.
Piotr B. przekonał się jak duża jest konkurencja w M3 i pomimo świetnej jazdy nawet tym razem nie zbliżył się do pudła choć zwykle w tym sezonie tam gościł.
Mateusz na podium ŚLR w Masłowie

Bardzo dziękujemy ogranizatorom za wykonaną pracę. Za to, że swój wolny czas przeznaczają na organizację tych imprez i my ludzie z płaskiego Mazowsza mamy pretekst, by spędzać z Wami niedziele.

Do organizatorów słów kilka…

Ponieważ zależy nam na tym, by cykl się rozwijał – mamy parę uwag. Potraktujcie je konstruktywnie.

  1. Błagamy Was o nową czytelną stronę działającą również na telefonach.
  2. Drewniane medale były fajne i ekologiczne ale może ich nie być…
  3. Nie może być tak, że na wyniki drużynowe czeka się wiele dni, napisanie formuły w excelu do przeliczania wyników nie zajmie dużo czasu. Myślę, że od nas z teamu niejedna osoba mogłaby by wspomóc w stworzeniu template’u…
  4. Zróbcie ankietę na FB lub e-mailowo, która trasa była najfajniejsza, a która wręcz przeciwnie.
  5. Zatrudnijcie fotografa sportowego, który wesprze reklamę tego cyklu, bo teraz tylko czasami udostępniane fajne zdjęcia, a czasami wcale…
  6. Zareklamujcie cykl w kalendarzach na portalach rowerowych. W najpopularniejszym BikeWorld.pl żadna edycja nie była zaznaczona. Fajnie by było, gdyby poziom sportowy każdej edycji był taki jak ostatniej w Masłowie…
  7. Fajna też byłaby dekoracja podium Open danego dystansu…

%d bloggers like this: